Jazz na Alt Kladow.

03.07.16. Jezioro Gross Glienicke wcale nie jest takie wielkie jak by sugerowała nazwa. Kiedyś jego długością biegła granica między DDR i Berlinem zachodnim. Zaplanowaliśmy spacer dokoła na ok. 1.5h. Niestety Jezioro w połowie jest pozbawione swobodnego dostępu do brzegu. Mieszkańcy wykorzystują swoje prawo własności, grodząc swoje działeczki do samej wody, wielka strata dla wszystkich innych. Poszliśmy wiec kąpać się 1000 metrów dalej.. Jezioro Sacrower jest niewiele mniejsze, ale pozostawione bardziej dziko. W koło las, woda-szmaragd, temperatura wody – całkiem znośna. Na brzegu trochę ludzi i półdziki łabędź, nie można sobie życzyć nic więcej na słoneczną pauzę…
Po odpoczynku poszliśmy, według planu, do centrum, na Alt Kladow. Tam co roku, na początku lipca, na nabrzeżu jachtowym, z widokiem na Wansee, trzy dni można posłuchać Jazzu na żywo .

fot:MRZ

fot:MRZ

Była estrada i starsi panowie z zapałem nadający Jazzowe klimaty, były kiełbaski i inne przysmaki z grilla, piwo i miejscowy odpowiednik ‘kwasu’ i było mnóstwo ludzi. Byliśmy tez my, część która przyszła spacerowo z nad jeziora i kilka osób które przypłynęły tramwajem wodnym z drugiej strony Havel-i, z Wannsee . Nie każdy wie, że Berlin ma regularne linie wodnej komunikacji miejskiej (linie F) łączące nie odległe od siebie, lecz odcięte wodą, części miasta.
Mile spędzony czas, piękne tereny, świetna pogoda, zatankowane siły na cały przyszły tydzień.
MRZ

Noc Kupały, piłka nożna i ulewa…

25-26.06.To już kolejny raz w tym roku odwiedziliśmy przyjaciół z PTTK–Oddziału Miejskiego w Gubinie.
Zostaliśmy zaproszeni na zakończenie XII Pikniku Rowerowego w Noc Kupały, więc myśleliśmy o tradycyjnych wiankach….. a zasiedliśmy przy telewizorze. Nasi piłkarze grali kolejny mecz mistrzostw, wygrali i już nic nie było ważne… nie, nie, o 18.00 zaczęła się biesiada kulinarno- towarzyska, przerywana ulewnym deszczem.
Byli ludzie z Zielonej Góry, z Krosna Odrzańskiego, Lubska, Jasienia i Gubina. Było jedzenie, napoje, różne gry a wieczorem przy ognisku i gitarze, wspólne śpiewanie. Główny organizator, kol. Kazio Walaszko, postarał się by wszyscy uczestnicy dobrze się bawili, zadbał o transport nad jezioro, kulinaria i rozrywkę na miejscu oraz o rozmieszczenie uczestników na nocleg. Organizacja na piątkę, należy mu się za to „medal”! Dostał od nas, piękny klubowy dyplom.

fot JAW

fot JAW

Miły wieczór zakończyła burza z piorunami – taka czerwcowa, krótka i intensywna.
A następnego dnia, znowu w promieniach słońca, odbyliśmy spacer po Gubinie/Guben.
Jedno miasteczko, dwie nazwy – w zależności, po której stronie Nysy Łużyckiej się spaceruje.
JAW.

jedno z moich ulubionych miejsc w mojej okolicy…

19.06.16, niedziela. Wyruszyliśmy z obrzeża Märkisches Viertel, przecinając Mauerer Weg , poprzez Lübarser Felder doszliśmy do Blankenfelde w Pankow. Polami i łąkami doszliśmy do małego jeziora u stop Arkenberge. Jest to jedyne miejsce do kąpania w Berlinie z widokiem na góry. Zawsze gdy tam jestem, przypominają mi sie Bieszczady i ich połoniny!!!

fot. BM

fot. BM

Przy swoim 122,7 metra wysokości, byłe składowisko a obecnie rekultywowane wzgórze przygotowywane pod inwestycje dla sportu i rekreacji, to najwyższy punkt na obszarze Berlina. Nad woda zrobiliśmy przerwę na małe pływanie i kiełbaskę z samochodowego imbissu . Muzyka na żywo uprzyjemniła nam słoneczną pauzę. Wróciliśmy drogą wśród już złotego zboża, maków i chabrów. Można by było ich narwać ile dusza zapragnie gdyby nie rozpoczęte sianokosy, niestety spóźniliśmy się o ledwie kilka dni. Pomimo pokoszonych łąk, krajobrazy miłe dla oka, taki prawdziwie wiejski landszaft. A wszystko to w granicach Berlina!
B.M
fot. BM

fot. BM