Ksawery, bardzo „pracowity” orkan

21 pażdziernik – sobota – wycieczka do Briesetal

Tego dnia do przejścia było 13 km., pogoda jesienna, ciepło i sympatycznie pomimo braku słońca.

Rzeczka Brise w swoiej chronionej przyrodniczo  dolinie  jest jedną z piękniejszych tras w północnej częśći miasta. To już strefa C, zielony Berlin. Tu przychodzi się do leśniczówki po swojski smalec i jajka. Z dziećmi by nakarmić marchewką osiołki i podrapać za uchem prawdziwą kozę. Z psami chodzi się tu na długi spacer a samemu chłonie naturę mocząc stopy w strumieniu. Można tu spotkać bobry a jesienią iść na grzyby. Piękne tereny rozlewisk dostarczą motywów fotograficznych.

Wszystko pięknie, znana trasa, grupa stawiła się punktualnie i licznie… tylko zapomnieliśmy, że tydzień wcześniej szalał Ksawery… tu zwany: Orkan  Xavier.

Ze zwykłego spaceru zrobiła się przeprawa przez powalone na ścieżkę drzewa, między korzeniami i gałęziami, koło niespodziewanych dziur i wykrotów . Coś nie do pomyślenia w porządnym podmiejskim, niemieckim lesie.  Ku mojemu zdumieniu grupa pomimo zmęczenia nie kryła ogólnego zachwytu: coś takiego będzie się wspominać przy każdym kolejnym wejściu do lasu!

MRZ

Berlin Leuchtet/Festival of Lights 2017

15.10. Niedziela. Ostatni dzień tegorocznego festiwalu światła w Berlinie. 13 raz miasto przez dwa tygodnie zadziwiało ponad osiemdziesięcioma świetlnymi instalacjami. Wybraliśmy się zwartą grupką. Trasa klasyczna: Alexander Platz i możliwość umieszczenia swojego wizerunku na słynnej wieży, Berliner Dom  i 10 festiwalowych tematów, Unter den Linden z przepiękną iluminacją  z okazji 275 lat Staatsoper Berlin, Gandarmenmarkt i koniec na ukwieconej  łączce Potsdamer Platz.

W tym roku naprawdę było warto. Ciekawe pomysły, projekcje  3D, dobra pogoda, pomimo sporej ilości ludzi nie pogubiliśmy się.. zbytnio. Za rok koniecznie do powtórki!

MRZ

Jesienne Zakopane

13-23.09.2017 ‘’Zakopane, Zakopane, trzy może nawet cztery dni… ‘’ śpiewała Maryla Rodowicz – my byliśmy w stolicy polskich Tatr aż 10 dni i nocy.
2017.09.Nosal_BM01
W pierwszych dniach zobaczyliśmy Tatry w najpiękniejszym słońcu, później też w ulewnym deszczu. Tak to bywa… szczególnie w tym roku. Podzieliliśmy się na dwie grupy. Piękne dni część z nas wykorzystała na spacery w malownicze tatrzańskie doliny, wszyscy razem zdobyliśmy Kasprowy Wierch – kolejką linową, i Halę Gąsienicową. Wielu z nas ruszyło również w wysokie góry. Zdobyliśmy Czerwone Wierchy, o mało co Świnicę – bo szczyt był oblodzony, Nosala i Dolinę Pięciu Stawów.
Gdy padał deszcz była okazja zwiedzić z przewodnikiem stolicę Podhala, m.in. Muzeum Tatrzańskie, Willę Koliba, Willę Okrza, muzeum Hasiora, wjechać na skocznię no i oczywiście Krupówki. Tutaj każdy znajdzie coś dla siebie. .. Tam spędziliśmy też fajne wieczory przy muzyce i piwie…
Wszyscy wyjeżdżaliśmy zadowoleni, wyjazd był bardzo udany i niedrogi.
Podziękowania dla naszego prezesa Janka W.
Barbara M

 

Foto od: Marzeny, Basi, Uli i Jana

Klasztor w Zinne i średniowieczny Jüterbog.

09.09.2017
500 lat Reformacji, tyle miejsc, tyle historii z tej okazji można poznać bliżej. Godzinę jazdy koleją z Berlina, leży miasto Jüterbog i miasteczko Zinne to był nasz cel w tę sobotę.
Pojechaliśmy dwoma grupami. Krotko po ósmej rano rowerzyści, piechurzy mogli pospać godzinę dłużej.
Spotkaliśmy się wszyscy na miejscu, w Zinne. Przewodnik opowiedziała nam o miasteczku i klasztorze, o ponad 500-letniej historii tego miejsca w kontekście działalności Martina Lutra.
Zwiedziliśmy niewielki ale znany klasztor i skosztowaliśmy klasztornych nalewek według receptur starych jak mury które nas otaczały. W miejscowym muzeum regionalnym wypiliśmy kawę i skosztowaliśmy pysznego domowego ciasta.
Potem znowu się podzieliliśmy, rowerzyści wrócili na trasę RK2, a piechurzy powędrowali wprost, do oddalonego o 6 km. Jüterboga. Tu zaś trwał w najlepsze festyn średniowieczny.
Chyba wszyscy mieszkańcy byli przebrani lub wystylizowani na czasy średniowieczne, w każdym razie goście a w tym my, wyróżniali się wyraźnie strojem z tworzyw i obuwiem o kroju wygodnym… oraz brakiem sakiewek przy pasie i halabard w dłoni…
Zwiedziliśmy sławny ratusz i weszliśmy do pomieszczeń na co dzień nie dostępnych osobom z poza urzędu miasta, np. były skarbiec – obecnie biuro o wystroju nie pasującym do stalowych drzwi z zamkiem wykonanym przez kowala, zajmującym połowę ich powierzchni i zadziwiającym skomplikowaną, kunsztowną konstrukcją. Kilkoro z nas weszło na podwójną więżę kościoła św. Mikołaja, inni myszkowali po mieście odkrywając podwórka i zaułki gdzie trwała w najlepsze zabawa. Wyglądało to tak jak gdyby w całym mieście wszyscy którzy mieli trochę terenu, zorganizowali Garten Party z otwartym zaproszeniem dla wszystkich chętnych. Na rynku skosztowaliśmy wołowy udziec z wielkiego rożna, pokiwaliśmy się do muzyki w stylu, coś pomiędzy irlandzkim Folkiem a… irlandzkim Folkiem. Kolega zaryzykował spojrzenie oko w oko z puchaczem – taki duży ptak na własnym ramieniu, co za fotki, będzie co wspominać.
Przemiłe popołudnie i nawet przestał siąpić deszcz. To nasza druga wizyta w Jüterboga… rowerowo mamy RK4 i RK2 zaliczone… chętnie znowu tu wrócimy!
MRZ.